– Wszystkiego najlepszego – pisnęła radośnie Lena, rzucając mi się na szyję. Była drobna, ale mimo to myślałam, że mnie udusi. – Proszę, to taki mały prezent ode mnie i Slasha – dodała, odsunąwszy się ode mnie.
Podała mi niewielkie pudełeczko przewiązane różową wstążką. Chciałam jej podziękować za tę drobnostkę, ale zanim się zorientowałam, zdążyła zniknąć w tłumie. Byłam ciekawa, co znajdowało się w środku, ale z drugiej strony nie chciałam zniszczyć opakowania. Lena musiała poświęcić trochę czasu, żeby wyglądało jak z drogiego sklepu.
– Wiedziałem, że ci się spodoba – mruknął tuż nad moim uchem.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy Axl znalazł się tak niebezpiecznie blisko mnie. Uśmiechał się łobuzersko, chowając coś za plecami. Ubrał się w to, co zawsze, ale dla mnie i tak wyglądał szykownie. W dodatku zapach jego wody kolońskiej działał na mnie hipnotyzująco.
– To twoja sprawka? – spytałam, dostrzegając w jego spojrzeniu ten tajemniczy błysk.
Zaśmiał się głęboko, wywołując ciarki na moim ciele. Miałam ochotę skarcić się w myślach za tę reakcję, ale niepotrzebnie. Przecież chciałam dać mu drugą szansę. Zamiast tego uśmiechnęłam się zalotnie.
– Raczej robiłem za źródło informacji – odparł, nawijając na palec kosmyk moich włosów. – Ktoś inny zajął się organizacją.
Nie wiedziałam, kim był ten ktoś inny, ale miałam ochotę go wyściskać. Już dawno nie celebrowałam swoich urodzin. Te w dodatku znaczyły dla mnie coś więcej. Jutro kończyłam dwadzieścia jeden lat i w pełni mogłam się cieszyć dorosłością. Tylko czy było czym?
– A co tam chowasz? – drążyłam nurtujący mnie temat. – Przecież wiesz, że niezbyt lubię dostawać prezenty.
– To? – spytał głupio, wyciągając zza pleców średnich rozmiarów pluszowego misia. – Pan Darcy sam przyszedł. Powiedział mi, że u ciebie będzie mu najlepiej.
Zachichotałam, przyglądając się błyszczącym w świetle onyksowym oczom pluszaka. Wyglądał dokładanie tak samo jak moja przytulanka z dzieciństwa. Tylko imię mu trochę zmodyfikowaliśmy.
– Pan Darcy powiadasz? – Niepostrzeżenie uniosłam brew. – Ktoś tu chyba zapamiętał bohatera mojej ulubionej książki*. Ale nie uważasz, że nie jestem nieco za duża na misia?
Zaśmiał się, wręczając mi go. Był niezwykle przyjemny w dotyku. Przejechałam opuszkami palców wzdłuż jego szarego brzuszka, następnie odkładając go na stojącą obok etażerkę. W końcu Pan Darcy musiał mieć idealny widok na przybyłych gości.
– Absolutnie – wymruczał do mojego ucha, przejeżdżając chłodnymi opuszkami wzdłuż mojego policzka.
Westchnęłam cicho, wzdrygając się nieco. Jego zimny dotyk wywołał ciarki na mojej skórze. Paradoksalnie było to dosyć przyjemne uczucie. Uwielbiałam sposób, w jaki na mnie działał. Najchętniej zatraciłabym się w tej przyjemności, gdyby nie obecność tych wszystkich osób. No i mój Casanova odszedł, aby przygotować dla siebie drinka.

