Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beach. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2016

57. I don't know what I want, so don't ask me




   Spacerowałam wzdłuż Venice, nasłuchując śpiewu ptaków i dźwięku fal obijających się o brzeg. Rozmyślałam przy tym, wykorzystując czas, podczas którego czekałam na niego. Promienie słoneczne przyjemnie ogrzewały moją twarz. Mrużyłam oczy, ponieważ zapomniałam zabrać ze sobą okularów przeciwsłonecznych.

   Usiadłam na cieplutkim piasku, z dala od osób, które zdecydowały się na poranny jogging. Nerwowo obgryzałam skórki wokół paznokci. Musiałam wreszcie coś zmienić. Nie mogłam dalej tak żyć. Ostatnia rozmowa z Axlem dosadnie dała mi do zrozumienia, że muszę wreszcie pomyśleć o sobie.

     – Hej, siostra. Długo już czekasz? – Z letargu wyrwał mnie zasapany głos Xaviera.

   Stał nade mną, próbując wyrównać oddech. Miał na sobie strój do joggingu, z czego wywnioskowałam, że zdecydował się na poranne bieganie.

     – Nie. – Wstałam, otrzepując się z piasku. Ucałował mnie w policzek na przywitanie. – Przejdziemy się? – zaproponowałam, kładąc na czole chłodną dłoń.

   Pokiwał głową, powoli podążając w kierunku drugiego końca plaży. Szłam obok niego, bawiąc się palcami, co zwykłam robić, kiedy się denerwowałam. Tak jakoś ta czynność pozwalała mi choć trochę rozładować emocje, no i zająć czymś ręce.

     – Chciałaś się spotkać. Coś się stało? –  spytał z zaciekawieniem.

     – Dużo ostatnio myślałam – zaczęłam niepewnie. – Szczególnie o tym, co mówiłeś. Powinniśmy jej pomóc.

   Wyglądał na zdziwionego. Zapewne nie spodziewał się, że tak szybko zmienię zdanie. Westchnął, przejeżdżając palcami po brodzie.

     – Nie sądziłem, że się zgodzisz. To miłe z twojej strony. – Uśmiechnął się subtelnie. – Masz już jakiś konkretny plan?

   Schowałam ręce do kieszeni w bluzie. Powoli zaczynało się robić ciepło, aczkolwiek mi było zimno. Przez większą część nocy pracowałam. Później spałam może ze dwie, trzy godziny? Nie mogłam zasnąć. Wierciłam się na łóżku, w kółko rozmyślając o jednym. Rano nawet nie wypiłam kawy. Stwierdziłam, że świeże, morskie powietrze mi wystarczy.

     – Zabiorę ją do siebie – powiadomiłam, tym samym zgadzając się na jego wcześniejszą propozycję. – Spróbuję jakoś dać jej wsparcie. Już nawet wysłałam list.

   Uśmiechnęłam się niepewnie. Planowanie tego wszystkiego dawało mi swoistą motywację do działania. Lubiłam mieć dużo na głowie, chociaż niejednokrotnie mnie to przerastało.

     – To super – oznajmił z przygaszonym entuzjazmem. – Tylko co z tobą? – spytał z nutką troski pomieszanej z podenerwowaniem.  Zatrzymał się przede mną, dokładnie lustrując moją zmęczoną, poszarzałą twarz. – Dasz sobie z nią radę?

   Dlaczego nie? Przecież  to tylko trochę pogubiona małolata, nie?

     – Raczej tak – odparłam bez przekonania. – Oj, Xav, będzie dobrze.  – jęknęłam przeciągliwe. –Kiedyś wreszcie muszę wyjść na prostą.

   Obrócił się bez słowa, robiąc kilka kroków w przód. Skupił wzrok na szubkach swoich butów, jakby próbował zebrać myśli. Przewróciłam oczy, starając się go dogodzić. Nie było to trudne zważywszy na jego ślimacze tempo.

     – Vicky, martwię się o ciebie – mruknął. Zerknął na mnie z troską. Jego oczy świeciły się niczym diamenty. Zrobiło mi się tak trochę ciepło na sercu. Nie słyszałam tego zbyt często. – Nie wyglądasz najlepiej, twoja praca też nie jest dobra. Przepraszam, że ci to wypominam, ale po prostu się troszczę. Nie chcę, żeby moja malutka siostrzyczka zmarnowała sobie życie – dodał, obejmując ramiona i wzdychając przeciągle.

   Pojedyncze łzy spłynęły po moich policzkach. Otarłam je szybko rękawem. Miałam być silna, przynajmniej tak sobie założyłam. Chyba nie potrafiłam. Pierwszy raz od bardzo dawna to ktoś interesował się mną, a nie ja nim.

     – Dziękuję – mruknęłam lekko drżącym głosem.

     – Chyba nie rozumiem... – Uśmiechnął się niewyraźnie. – Mówię o twoich wadach. Raczej nie powinnaś być zadowolona z tego – dorzucił, marszcząc czoło.

     – Wiem, ale... – Mój głos był przerywany. Próbowałam powstrzymać płacz, ale nie potrafiłam. Podchodziłam do tego zbyt emocjonalnie, wkładając w to całą siebie. – Mało kto robi to ze względu, że się martwi. Zazwyczaj obchodzę tylko tych, którzy mogą ze mnie czerpać korzyści.

   Nie potrafiłam zapomnieć słów Axla. One nadal siedziały we mnie tam głęboko i raniły. Jednak miały też swoją pozytywną stronę. Uświadomiły mi pewne rzeczy i zmusiły do podjęcia zmian. Nie mogłam już tak dłużej funkcjonować i zatruwać swojego życia. Potrzebowałam nie tyle stabilizacji, co codziennej rutyny, która narzuciłaby mi tok działania typowy dla statystycznego człowieka. Chciałam się realizować, a nie wiecznie imprezować i uprawiać seks w obskurnej klubowej toalecie z przypadkowymi mężczyznami.

   Chłopak objął mnie i przytulił do swojego torsu. Oparłam głowę na jego obojczyku, czując swego rodzaju bezpieczeństwo. Jego bicie serce uspokajało mnie. Pomimo unoszącej się woni potu, wyczułam zmysłowe męskie perfumy. Były inne niż te, których używali chłopcy. Pachniały jak te z wyższej półki, które kobiety co roku kupowały swoim mężom pod choinkę.

     – Ej, czy to nie jest ten gitarzysta z Toxic Bliss?

sobota, 9 stycznia 2016

11. How could you say that I never needed you


 

– Jeszcze raz bardzo cię przepraszam – westchnął Axl, pakując nasze rzeczy do bagażnika.
Stałam z założonymi rękami oparta o maskę samochodu. Miałam na sobie ciemne okulary, pomimo iż słońce nie świeciło jakoś specjalnie mocno. Po prostu wolałam unikać kontaktu wzrokowego z Rosem. Nadal analizowałam swoje wczorajsze zachowanie.
– To ja cię powinnam przeprosić – mruknęłam po chwili. Chłopak zamknął klapę. – Nie powinnam była tak reagować. Nie wiem, co mi się stało.
Uśmiechnęłam się ironicznie, udając się w stronę drzwiczek. W połowie drogi spotkałam Axla. Spuściłam głowę, wcześniej zauważając jego zmartwiony wyraz twarzy. Poczułam, jak moje kiszki skręcają się jeszcze bardziej. Nie sądziłam, że będę miała aż takie wyrzuty sumienia.
– Przestraszyłem cię. Twoja reakcja była odpowiednia do sytuacji – próbował mnie usprawiedliwić.
Zacisnęłam dłoń w pięść, próbując opanować swoje emocje. Jeszcze raz o tym wspomni, to chyba wybuchnę, pomyślałam.
Poniosłam głowę, starając się trzymać nerwy na wodzy. Jego współczujące spojrzenie nie pomagało mi w tym. Zamiast tego jeszcze bardziej rozdzierało moje serce.
– Nie chcę już o tym rozmawiać – odparłam szorstko. – Możemy już jechać?
Chłopak pokiwał głową, wymijając mnie. Przygryzłam wargę, zajmując miejsce po stronie kierowcy. Otworzyłam schowek z kasetami, wybierając muzykę na podróż. Musiałam czymś zająć myśli, bo Axl na razie nie zamierzał się odzywać.
Przejechaliśmy spory kawałek, a ja nadal nie wiedziałam, dokąd się wybieraliśmy. Rose nie zbyt chciał mi powiedzieć, chociaż wiele razy nalegałam. Zamiast tego uśmiechał się cwaniacko, podśpiewując słowa piosenek. Słuchaliśmy A Night at the Opera Queen, jednocześnie rozmawiając na przeróżne tematy. Zza okna rozpościerał się widok na palmy i błękitny ocean. Odsunęłam nieznacznie szybę, aby móc poczuć wiatr we włosach. Miałam nadzieję, że pojedziemy gdzieś, gdzie będzie plaża. Zjechaliśmy na autostradę, przez co wywnioskowałam, iż wyjeżdżaliśmy z miasta. Moje przypuszczenia zrobiły krok w stronę stania się prawdą.
                Zdrzemnęłam się nieco, budząc się dopiero kilka mil przed celem naszej wędrówki. Moim oczom ukazała się duża tablica z napisem San Diego. Uśmiechnęłam się na sam widok. Słyszałam, że mają piękne plaże i mnóstwo surferów. Nigdy tego nie próbowałam, ale teraz nabierała mnie coraz większa ochota. Podjechaliśmy na parking jakiegoś pensjonatu niedaleko Pacific Beach. Wysiadłam z samochodu, rozglądając się dookoła. Wszędzie rosły zielone palmy, które cieszyły oczy. Moje nozdrza przyjemnie drażnił zapach bryzy morskiej.
                Budynek pensjonatu nie powalał swoim wyglądem. Żółte ściany i pomarańczowy dach nie za bardzo komponowały się z czarnymi ramami okien. Na pierwszy plan rzucał się przytulny taras z wiklinowymi fotelami, na których leżały duże, niebieskie poduchy. Dookoła ustawione były białe barierki, na których postawiono brunatne doniczki z barwnymi kwiatami. Całość wyglądała nieco badziewnie. Zbyt dużo niepasujących do siebie kolorów. Pomimo tego, pensjonat nie wyglądał na najtańszy. Zdecydowanie nie przypominał motelu na jedną noc. Ciekawiło mnie, skąd Axl wziął pieniądze na to wszystko.
                 – Zapraszam do środka – oznajmił, zachęcając mnie gestem dłoni.
                Uśmiechnęłam się, podchodząc bliżej niego. Puścił mnie przodem, nawet nie próbując złapać mojej dłoni czy objąć ramieniem mojej talii. Po prostu szedł z tyłu, targając nasze bagaże. W sumie nie było ich tak znowu dużo. Przyjechaliśmy raptem na dwa dni i to niecałe.

środa, 23 grudnia 2015

7. She loved him yesterday


Obudził mnie przenikliwie głośny dźwięk budzika. Mruknęłam, przekręcając się na drugi bok. Kto, do cholery, włączył to ustrojstwo?

                – Śpij. Jeszcze jest wcześnie – wyszeptał Axl, przejeżdżając ciepłymi opuszkami palców po moim policzku.
  
– Dlaczego ustawiłeś budzik? – spytałam zaspanym głosem. – Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek wstawał przed dwunastą.
  
– Muszę załatwić parę spraw – poinformował, muskając wargami moje rozgrzane czoło.

Usłyszałam jak zamyka drzwi, starając się zrobić to dosyć cicho. Naciągnęłam kołdrę niemal pod sam nos, próbując ponownie zasnąć. Nie było to zbyt trudne, zważywszy na fakt, że ostatnimi czasy miewałam gorszy sen i funkcjonowałam jako wrak człowieka. Zmęczenie w końcu wzięło górę.

Przeciągnęłam się leniwie, otwierając oczy. Zamrugałam nimi, aby przyzwyczaić je do panującej jasności. Kątem oka zerknęłam na zegarek, którego wskazówki pokazywały godzinę dziesiątą. Przetarłam twarz dłońmi, zmuszając się do wstania. Nie miałam na to ochoty. W końcu kto nie lubi leżeć w ciepłym łóżeczku?

Nie spiesząc się nigdzie, zeszłam na dół, gdzie jeszcze nikogo nie było. Wszyscy zapewne odsypiali wczorajszy wieczór. Uśmiechnęłam się pod nosem. Niektórzy mieli co wspominać. Udałam się do kuchni, gdzie nastawiłam wodę na kawę. Nasypałam proszek do kubka, następnie otwierając lodówkę w celu znalezienia czegoś do jedzenia. Zmarszczyłam czoło, wzdychając krótko. Oprócz światła nic w jej nie było. Chyba w tym domu nie znano drogi do spożywczaka.

– Hej Vicky, co jest na śniadanie? – Wzdrygnęłam się, usłyszawszy pełen entuzjazmu głos Stevena.

Przestraszył mnie. Może dlatego, że nie spodziewałam się nikogo o tej porze. Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechał się od ucha do ucha, siadając przy stole.
  
– Nic – odpowiedziałam dosyć oschle. – Trzeba było zrobić zakupy, to może coś byś zjadł – fuknęłam, trzaskając drzwiami od lodówki.

Zaśmiał się, kręcąc przy tym głową.
  
– Jesteś niemiła, ale jednocześnie wyglądasz komicznie, kiedy się złościsz – oznajmił, uśmiechając się szerzej, o ile to w ogóle było możliwe.
  
– Co ja ci poradzę? – Wzruszyłam ramionami. – Chyba nie umiem być wiarygodna – mruknęłam, siadając na kuchennym blacie.

                – Aktorką to ty nie zostaniesz – skwitował, zakładając nogę za nogę.

                – Dzięki, Stevie – prychnęłam ironicznie. – Wiedziałam, że na ciebie mogę liczyć.

                – Nie ma za co – zanucił, puszczając mi oczko, na co zachichotałam pod nosem. – Co wreszcie z tym śniadaniem? Nie ukrywam, że trochę zgłodniałem.

                – Mogę się poświęcić i pojechać z tobą po bułki – zaoferowałam bez entuzjazmu.

Otworzył szerzej oczy, udając zdziwienie. Westchnęłam przeciągle.

                – Wow – pisnął nienaturalnie wysoko. – Czym się mogę odwdzięczyć za takie poświęcenie z twojej strony, księżniczko.

Przewróciłam oczami, następnie posyłając mu wymowne spojrzenie. W tym domu chyba nikt nie umie być poważny.

                – Nad tym się jeszcze zastanowimy, książę – odpowiedziałam, zeskakując z blatu.

Zaśmiał się, odruchowo przygryzając dolną wargę. Pokręciłam głową. Steve chyba potrafił znaleźć ukryty sens albo podtekst w każdej wypowiedzi, nawet tam, gdzie go nie było. Nie zważając na niego, poszłam na górę się ogarnąć.

sobota, 19 grudnia 2015

5. I know how you feel inside






   Obudziłam się rano z potwornym bólem głowy i ogromnym pragnieniem. Męczył mnie kac, który zawsze towarzyszył mi po imprezach. Pocieszający był fakt, iż pracę zaczynałam dopiero wieczorem. Do tego czasu mogłam wiele zrobić, a przede wszystkim doprowadzić się do porządku.
 
    Zarzuciłam na siebie przyjemnie ciepły frotowy szlafrok, po czym jeszcze odrobinę zaspana zeszłam na dół do kuchni. Od razu zabrałam się za przeszukiwania szafek w celu znalezienia jakichś leków przeciwbólowych. Nie było to łatwe zadanie, bowiem jeżeli posiadali apteczkę, to była ona dosyć ubogo wyposażona. Jednak już po chwili mogłam się cieszyć pożądaną rzeczą. Zażyłam dwie tabletki, popijając je sporą ilością wody. Miałam nadzieję, że za jakiś czas będzie już lepiej. Zaparzyłam dla siebie porcję aromatycznej kawy, która była idealna na rozbudzenie. Nie odczuwałam głodu, przez co śniadanie odeszło na drugi plan. Jedyne, o czym marzyłam to przyjemny poranek spędzony na relaksowaniu się przed telewizorem. W tym celu udałam się do salonu, aby tam móc się rozłożyć na kanapie.  Na miejscu zastałam Axla, który nawet nie próbował się kryć ze swoimi zamiarami. Siedział przy stoliku, na którego blacie wysypał odrobinę białego proszku. Obok leżała karta i banknot jednodolarowy. Doskonale wiedziałam, do czego służył ten zestaw.

     – Wczoraj jeszcze prawiłeś mi kazania, a dzisiaj co? Sam ćpasz? – zapytałam, próbując zachować spokój.

   Dopiero teraz mnie zauważył. Odwrócił się w moją stronę ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Jego dłonie odrobinę drżały, nad czym nie mógł zapanować.
  
     – Skarbie, to nie jest tak, jak myślisz. Dla mnie już nie ma ratunku. Jeśli chce normalnie funkcjonować, to muszę brać. Poza tym to jest koka, a nie hera – rzucił na koniec bez przekonania.
  
   Prychnęłam pod nosem. Naprawdę sądził, że w ten sposób mnie przekona? Mylił się. Podeszłam bliżej, a następnie ostrożnie usiadłam na kanapie. Sama kiedyś miałam jednorazowy incydent z kokainą, przez co doskonale znałam jej działanie. Jednakże nigdy nie zdecydowałam się tego powtórzyć.
  
     – Axl, masz mnie za idiotkę? – żachnęłam się. – Przecież oba są cholernym świństwem, które wyniszcza organizm. Grunt to nauczyć się nad tym panować.
   Zaśmiał się ironicznie, poprawiając włosy, które opadły mu na twarz. Spojrzałam na niego z pogardą. To, że był bardziej doświadczony wcale nie oznaczało, iż ja nie miałam żadnej wiedzy na ten temat. O dziwo trochę się znałam na rzeczy.

     – Jeszcze się musisz dużo nauczyć – oznajmił rozbawiony.

   Nie przejmując się moją obecnością, uformował kreskę, po czym ją wciągnął. Uśmiechnął się, zapewne czując swego rodzaju ulgę. Pociągnął kilkukrotnie nosem, po czym wstał z kanapy.

     – Mam przypływ weny. Jakbyś mnie szukała, to jestem u siebie – powiedział, posyłając mi całusa.

   Skrzywiłam się, jednocześnie odstawiając kubek na stół. Jak na razie nie miałam ochoty na spędzanie czasu w jego towarzystwie. Sięgnęłam po pilota, aby w końcu móc oglądnąć telewizję. Praktycznie na większości kanałów nie było niczego ciekawego, toteż zostałam zmuszona do zgłębiania najnowszego odcinka jednego z kultowych seriali, który oglądałam jeszcze w liceum.  Jako że nie śledziłam go od kilku lat, miałam problemy ze zorientowaniem się w akcji. Mimo to i tak oglądałam dalej, chcąc chociaż na chwilę nie zajmować się swoim albo czyimś życiem.

   Po zmarnowanej godzinie wyłączyłam telewizor i wreszcie stwierdziłam, że czas zrobić coś pożytecznego. Udałam się na górę, gdzie zmieniłam ubrania oraz wykonałam makijaż. Następnie zabrałam się za sprzątanie łazienki, która generalne porządki przechodziła chyba wieki temu. Przy okazji chociaż na chwilę mogłam przestać myśleć o heroinie. Ten zbawienny narkotyk coraz bardziej przypominał mi o sobie, a raczej o wrażeniach, jakie dawał.

   Zmęczona po porządkach, zdecydowałam się pójść na spacer. Było mi trochę duszno, przez co pragnęłam odrobiny świeżego powietrza. Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę plaży, odczuwając aż nadto przyjemny upał. Zapomniałam, że znajdowałam się w Los Angeles, gdzie niemal przez cały rok świeciło słońce. To właśnie przez nie co chwilę mrużyłam oczy. Żałowałam, że wcześniej nie zainwestowałam w okulary przeciwsłoneczne. Przez swoją bezmyślność byłam skazana na niewielki ból oraz łzawienie.  Chcąc to wyeliminować, udałam się do najbliższego sklepu z pamiątkami i innymi duperelami. Tak jak myślałam, w środku znalazłam pożądaną rzecz. Po dłuższych przymiarkach zdecydowałam się kupić czarne lenonki. Od razu lepiej!