Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sick. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 czerwca 2017

70. You're gonna miss me when I'm gone



                – Wychodzisz gdzieś?
                Uśmiechnęłam się, zauważywszy w lustrze odbicie Axla. Odłożyłam na bok pomadkę w odcieniu fuksji, wcześnie malując nią usta.
                – Powinieneś najpierw zapukać – wypomniałam, odwracając się w jego stronę.
                Uśmiechnął się łobuzersko, zakładając ręce na piersi.
                Axl od godziny zwoził do mojego mieszkania swoje rzeczy. Nadal miałam pewne wątpliwości co do jego przeprowadzki, aczkolwiek skutecznie ich nie pokazywałam. Pozwoliłam, żeby zawalił cały salon kartonowymi pudłami, które planował kiedyś tam rozpakować. Wolałam ominąć ten moment, dlatego zdecydowałam się tego wieczoru wyjść do klubu. Przy okazji musiałam załatwić pewną sprawę.
                – Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – drążył temat, lekceważąc moją uwagę.
                – Do klubu – oznajmiłam obojętnie.
                Wyminęłam go, zabierając torebkę, która leżała na krześle. Sprawdziłam, czy aby na pewno zawiera wszystko, po czym założyłam ją na ramię.
                – Sama? – spytał z nutą kpiny w głosie.
                Posłałam mu wymowne spojrzenie, stając jard od niego. Miałam czas, więc spokojnie mogłam poświęcić chwilę na potyczkę słowną.
                – Jestem duża, nie zgubię się – prychnęłam, obejmując się ramionami. – Pojadę autobusem, także zostawiam ci mój samochód do dyspozycji.
                Parsknął ironicznym śmiechem, wodząc wzrokiem po ścianach.
                – Ciekawe, co powiedziałby na to Chris – zaczął, starając się utrzymać ze mną kontakt wzrokowy. – Śpię w jego łóżku, mieszkam z jego narzeczoną i jeżdżę jego BMW. Czy to znaczy, że wygrałem?
                Przygryzłam wargę, powstrzymując się od odpowiedzi. Od naszej ostatniej rozmowy, temat Chrisa nieco zbijał mnie z pantałyku. Przestałam być pewna swoich uczuć. Irytowało mnie to. Dlaczego nie mogłam podjąć ostatecznej decyzji, nad którą nie rozmyślałabym przez kolejne lata?
                – Wrócę późno – rzuciłam dosyć chłodno, odwracając się na pięcie.
                Zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Nie miałam ochoty kontynuować tej rozmowy. Odkrył mój słaby punkt, który do tej pory starałam się ukrywać. Nie kochałam Chrisa tak, jak on kochał mnie.
                – Znowu uciekasz! – zawołał z mojego pokoju, na co przymknęłam oczy. Jego słowo raniły moje bębenki.
                Zarzuciłam na siebie ramoneskę, wrzucając klucze do torebki. Po części miał rację. Uciekałam, bo nie umiałam poradzić sobie z rzeczywistością. Chciałam się od niej odciąć, chociaż to było niemożliwe. Zamknęłam za sobą drzwi, starając się przestać myśleć o tym wszystkim. Nieskutecznie. Całą drogę na dół analizowałam to, co powiedział. Naprawienie windy było ostatnią rzeczą, jaką planowano zrobić w tym bloku.
                Na zewnątrz przywitał mnie przyjemny, chłodny wiaterek. Odetchnęłam głęboko, wdychając przy tym świeże powietrze. Tego mi brakowało. Chwili spokoju i atmosfery, jaka panowała w tej okolicy. To nie było Sunset Strip ani centrum. Tutaj nikt nie bał się wyjść wieczorem z mieszkania. Włożyłam do uszu słuchawki, puszczając na walkamanie ostatnią płytę Pantery.
                Droga na przystanek minęła mi dosyć szybko. Próbowałam się wyłączyć, rozmyślając o czymś nieco przyjemniejszym. Zdecydowałam się złożyć papiery, żeby móc skończyć szkołę. Chciałam spróbować studenckiego trybu życia. Ciężkiej pracy, która pomagała osiągnąć wymarzony cel.

sobota, 25 lutego 2017

63. Live while we're young




Przekręciłam się na drugi bok, cicho pomrukując. Powoli zaczynałam odzyskiwać świadomość. Otworzyłam oczy, kilkukrotnie nimi mrugając. Rażące światło wywoływało ich ból. Przetarłam powieki, rozglądając się po pomieszczeniu. Wyglądało znajomo, aczkolwiek nie było to moje mieszkanie. Podniosłam się raptownie, równie szybko żałując tej decyzji. Obraz przed oczami zaczął wirować. Dopiero teraz pulsujący ból głowy zaczął dawać o sobie znać.

– Obudziłaś się – zauważył obojętnie.

Skrzywiłam się, słysząc jego głos. Reagowałam podobnie na każdy bodziec, który docierał do mnie niczym fala uderzeniowa. Wszystko w spowolnionym tempie układało się w mojej głowie. Zaczęłam należycie odbierać otaczającą mnie rzeczywistość. Siedziałam na kanapie w salonie Gunsów, a przede mną stał Steven.

– Ciszej – mruknęłam, posyłając mu nikłe spojrzenie.

Uśmiechnął się, poddając mi parujący kubek.

– Trzymaj. Przyda ci się.

Niepewnie zacisnęłam palce na gorącej ceramice. Gwałtownie zaczerpnęłam łyka napoju, jednocześnie parząc sobie język. Skrzywiłam się, odsuwając kubek od ust. W środku znajdowała się kawa. Cholernie gorzka i równie bardzo mocna.

– Co to, kurwa, jest? – spytałam, nie kryjąc niezadowolenia. Owa mieszanka dodatkowo spotęgowała mdłości, które mnie dręczyły.

– Kawa i aspiryna. Najlepsze na kaca.

Usiadł obok, gestem dłoni zachęcając mnie do dalszego picia. Popatrzyłam na niego podejrzliwie. Przełknęłam ślinę, próbując zmusić się do dalszej konsumpcji napoju.

– Niedobrze mi – rzuciłam krótko, gwałtownie strzepując koc i ruszając w stronę łazienki.

Zdążyłam w ostatniej chwili. Po wszystkim poczułam się nieco lepiej. Tylko posmak żółci, który pozostał w moich ustach, nieco mi przeszkadzał. Doczołgałam się pod umywalkę, odkręcając kurek z zimną wodą. Przepłukałam usta, następnie jedną ręką przemywając twarz. Spojrzałam w lustro, oddychając ciężko. Pozostałości po wczorajszym makijażu rozmyły się, pozostawiając na moich policzkach smoliste plamy.

– Wszystko w porządku? – spytał Steve, zapukawszy do drzwi.

Przełknęłam ślinę, ostrożnie siadając na podłodze. Nadal świat wokół mnie nieco wirował, ale nie było już tak tragicznie.

– Tak – zawołałam, co trochę mnie kosztowało. – Możesz wejść – dodałam, przymykając powieki.

Delikatnie uchylił drzwi, wchodząc do środka. Słyszałam jego ciężkie kroki, czując woń jego ciała. Pachniał wódką, przez co nieco się skrzywiłam. Podszedł na tyle blisko, że czułam na policzku jego w miarę stabilny oddech. Niepewnie otworzyłam oczy, zaciskając dłoń w pięść. Nie pomogło, świat wirował nawet bardziej.

– Pij, będzie już tylko lepiej – oznajmił z troską, podając mi kubek.

Westchnęłam, niemal na raz wypijając jego zawartość. Skrzywiłam się, ponownie czując ten okropny posmak. Oparzyłam sobie całą jamę ustną, ale przynajmniej nie będę musiała znowu tego pić. No chyba, że po raz kolejny zwrócę całą zawartość mojego żołądka.

Przytkałam usta wierzchem dłoni, oddychając głęboko przez nos. Chciałam jakoś poradzić sobie z powracającą falą narastających mdłości.

– Na pewno wszystko w porządku? – dopytywał Steven, delikatnie przejeżdżając palcami wzdłuż mojego odkrytego ramienia.

Pokiwałam głową, niepewnie przełykając ślinę. Powoli zaczynało mi przechodzić. Odsunęłam dłoń, łapczywie nabierając hausty powietrza.

– Chyba już do końca życia nie wezmę do ust ani kropli alkoholu – wysapałam, pozwalając, żeby grymas zniknął z mojej twarzy.

Chłopak zaśmiał się, siadając naprzeciwko mnie.

– Teraz tak mówisz, potem ci się odwidzi – stwierdził, uśmiechając się.

– Istnieją jeszcze proszki – wspomniałam, obojętnie wzruszając ramionami. Przyciągnęłam kolana pod brodę, opierając na nich podbródek.

Pokiwał głową, zastanawiając się nad czymś. Bacznie obserwowałam rysy jego zmęczonej twarzy. Wyglądał, jakby od dłuższego czasu nie zmrużył oka.

– Lubisz eksperymentować? – spytał nieoczekiwanie.

– Trochę. – Uśmiechnęłam się niewyraźnie, co nieco mnie kosztowało. – A ty?

Zaśmiał się, rozprostowując nogi. Odkąd go poznałam, sprawiał wrażenie wiecznie szczęśliwego. Takie duże dziecko, które żyje beztrosko.

– Zadajesz takie pytanie rasowemu ćpunowi? – Zdziwił się, wskazując na siebie palcem. – Oczywiście, że lubię. W końcu tylko raz jest się młodym.

– Nie boisz się? – dociekałam.

środa, 24 lutego 2016

19. I don't love you anymore



Od dobrych dziesięciu minut starałam się coś wyciągnąć od tych dwóch jełopów. Ale czego ja oczekiwałam? Przecież oni nigdy niczego nie wiedzą. Przygryzłam wargę. Spojrzałam w dół. Starałam się zebrać myśli i podjąć jakąś rozsądną decyzję.

  - Koniec imprezy - powiedziałam spokojnie i zabrałam ręce z oparcia.

  - Ale jak to? - Steven zrobił minkę zbitego pieska, ale nie ze mną te numery.

  - Normalnie. Zwijać się. Jutro pojadę z Leną na komisariat i spróbuję się czegoś dowiedzieć - dodałam na koniec.

W efekcie zostałam wybuczana. Pewnie, teraz to ja jestem ta zła. Ale nie zamierzałam się nimi przejmować. Tak więc najzwyczajniej w świecie zmyłam się. Pokonałam schody i weszłam do sypialni Rose'a. Pozbyłam się sukienki i położyłam się na łóżku. Axl i tak nie wróci na noc, więc mogłam spokojnie zająć jego pokój. Wierciłam się na materacu, próbując zasnąć. Zresztą z  marnym skutkiem. Przez moją głowę przewijało się milion myśli. A może powinnam mu wybaczyć? Przekręciłam się na prawy bok i podciągnęłam kołdrę pod ucho. Pieprzony dupek Rose. Dlaczego z nim są same problemy?

sobota, 13 lutego 2016

16. Face of an angel with the love of a witch




Wróciliśmy dosyć późno. Byłam potwornie zmęczona, więc od razu rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam w objęciach Rose'a, który na dobranoc ucałował mnie w czoło.

 Około godziny czwartej obudził mnie potworny ból głowy. Zapewne to był kac, w końcu sporo wypiłam. Delikatnie zdjęłam rękę Axla z mojej talii. Rudowłosy przewrócił się tylko na drugi bok i nadal spał jak zabity. Cicho zeszłam na dół, żeby nikogo nie obudzić. Nie wiem dlaczego, ale pomimo faktu, że był środek lata, było mi cholernie zimno. Oprócz okropnej migreny czułam jeszcze ból w kościach. Mam nadzieję, że to nie jest grypa, bo nie mogę sobie teraz pozwolić na wylegiwanie się w łóżku i nicnierobienie. Zapaliłam światło w kuchni i wyjęłam butelkę wody z lodówki. Wypiłam prawie całą na raz. Odczuwałam dreszcze, pomimo, że nie miałam gorączki. Udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro, gdzie malował się obraz bladej, zniszczonej cery. Odkręciłam zimną wodę i przemyłam nią kilkukrotnie twarz. Wypuściłam głośno powietrze. Miałam zawroty głowy i czułam się, jakby mnie przejechała ciężarówka. Przechodziłam piekło, chociaż nie było ze mną jeszcze tak źle. Kiedy chciałam wyjść, zaczęłam odczuwać nudności. Nachyliłam się nad ubikacją i zwróciłam całą zawartość mojego żołądka. Umyłam zęby i jeszcze raz spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Sine cienie pod oczami, mocno podkreślone kości jarzmowe, szarawy odcień skóry. Muszę się wziąć za siebie, ale najpierw zrobię coś z tymi potwornymi bólami. Wiedziałam, że tylko jedna osoba mogła mi w tej chwili pomóc.