–
Wychodzisz gdzieś?
Uśmiechnęłam
się, zauważywszy w lustrze odbicie Axla. Odłożyłam na bok pomadkę w odcieniu
fuksji, wcześnie malując nią usta.
–
Powinieneś najpierw zapukać – wypomniałam, odwracając się w jego stronę.
Uśmiechnął
się łobuzersko, zakładając ręce na piersi.
Axl
od godziny zwoził do mojego mieszkania swoje rzeczy. Nadal miałam pewne
wątpliwości co do jego przeprowadzki, aczkolwiek skutecznie ich nie
pokazywałam. Pozwoliłam, żeby zawalił cały salon kartonowymi pudłami, które
planował kiedyś tam rozpakować. Wolałam ominąć ten moment, dlatego zdecydowałam
się tego wieczoru wyjść do klubu. Przy okazji musiałam załatwić pewną sprawę.
–
Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – drążył temat, lekceważąc moją uwagę.
–
Do klubu – oznajmiłam obojętnie.
Wyminęłam
go, zabierając torebkę, która leżała na krześle. Sprawdziłam, czy aby na pewno
zawiera wszystko, po czym założyłam ją na ramię.
–
Sama? – spytał z nutą kpiny w głosie.
Posłałam
mu wymowne spojrzenie, stając jard od niego. Miałam czas, więc spokojnie mogłam
poświęcić chwilę na potyczkę słowną.
–
Jestem duża, nie zgubię się – prychnęłam, obejmując się ramionami. – Pojadę
autobusem, także zostawiam ci mój samochód do dyspozycji.
Parsknął
ironicznym śmiechem, wodząc wzrokiem po ścianach.
–
Ciekawe, co powiedziałby na to Chris – zaczął, starając się utrzymać ze mną
kontakt wzrokowy. – Śpię w jego łóżku, mieszkam z jego narzeczoną i jeżdżę jego
BMW. Czy to znaczy, że wygrałem?
Przygryzłam
wargę, powstrzymując się od odpowiedzi. Od naszej ostatniej rozmowy, temat
Chrisa nieco zbijał mnie z pantałyku. Przestałam być pewna swoich uczuć.
Irytowało mnie to. Dlaczego nie mogłam podjąć ostatecznej decyzji, nad którą
nie rozmyślałabym przez kolejne lata?
–
Wrócę późno – rzuciłam dosyć chłodno, odwracając się na pięcie.
Zdecydowanym
krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Nie miałam ochoty kontynuować tej rozmowy.
Odkrył mój słaby punkt, który do tej pory starałam się ukrywać. Nie kochałam
Chrisa tak, jak on kochał mnie.
–
Znowu uciekasz! – zawołał z mojego pokoju, na co przymknęłam oczy. Jego słowo
raniły moje bębenki.
Zarzuciłam
na siebie ramoneskę, wrzucając klucze do torebki. Po części miał rację.
Uciekałam, bo nie umiałam poradzić sobie z rzeczywistością. Chciałam się od
niej odciąć, chociaż to było niemożliwe. Zamknęłam za sobą drzwi, starając się
przestać myśleć o tym wszystkim. Nieskutecznie. Całą drogę na dół analizowałam
to, co powiedział. Naprawienie windy było ostatnią rzeczą, jaką planowano
zrobić w tym bloku.
Na
zewnątrz przywitał mnie przyjemny, chłodny wiaterek. Odetchnęłam głęboko,
wdychając przy tym świeże powietrze. Tego mi brakowało. Chwili spokoju i
atmosfery, jaka panowała w tej okolicy. To nie było Sunset Strip ani centrum.
Tutaj nikt nie bał się wyjść wieczorem z mieszkania. Włożyłam do uszu
słuchawki, puszczając na walkamanie ostatnią płytę Pantery.
Droga
na przystanek minęła mi dosyć szybko. Próbowałam się wyłączyć, rozmyślając o
czymś nieco przyjemniejszym. Zdecydowałam się złożyć papiery, żeby móc skończyć
szkołę. Chciałam spróbować studenckiego trybu życia. Ciężkiej pracy, która
pomagała osiągnąć wymarzony cel.



