Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 kwietnia 2016

34. Apparently I'm an exeption



Całe popołudnie spędziłam na chodzeniu po sklepach z Leną. Czarnowłosa poszukiwała jakichś ubrań dla siebie, natomiast ja robiłam za jej doradcę. Obeszłyśmy chyba całą galerię, zanim zdecydowała się, że jednak kupi tę koszulę, którą widziała w pierwszym sklepie. Oczywiście ja nic na tym nie skorzystałam, ponieważ zaraz po tym, jak wyszłyśmy z pustymi rękami z bodajże trzeciego stoiska, odechciało mi się zakupów.
Po około dwóch godzinach bezcelowego chodzenia po galerii, postanowiłyśmy pójść na kawę. W tym celu udałyśmy się do McDonalda, gdzie zamówiłyśmy latte, po czym zajęłyśmy ostatnie wolne miejsce.
  
– Podobno chciałaś mi o czymś opowiedzieć  – zaczęłam rozmowę.
   
 – No tak. Znalazłam nowego dilera. Ma dobry towar w ekstra cenie  – powiedziała podekscytowana, po czym wzięła łyka kawy.

  – A nie pomyślałaś, żeby pójść na odwyk?

Zaśmiała się. Czyżby moje słowa nic dla niej nie znaczyły?

  – Tylko po co, skoro wszystko jest w porządku? Vicky, to miłe, że troszczysz się o mnie, ale świetnie daje sobie radę. Umiem nad tym panować.
  
  – Też tak mówiłam. Lena, to świństwo kontroluje całe twoje życie  – próbowałam wjechać jej na ambicje.

  – Najwidoczniej ja jestem wyjątkiem  – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.  – Wyluzuj, bo za bardzo przypominasz mi moją matkę.

Przewróciłam oczami i upiłam łyka kawy. Dlaczego ona nie myśli racjonalnie? Poprawiłam włosy i uważnie się jej przyjrzałam. Jej spojrzenie było mętne, a policzki zapadnięte. Narkotyki powoli wyniszczały ją od środka, ale dziewczyna nic sobie z tego nie robiła. Cieszyła się życiem i wmawiała wszystkim, że kontroluje swój nałóg. Oby to się tylko źle nie skończyło.

niedziela, 20 grudnia 2015

6. But I can't stop thinkin' 'bout doin' it one more time


   Promienie słoneczne oświetlały pokój, przyjemnie ogrzewając moje policzki. Otworzyłam oczy, przeciągając się leniwie. Nadal leżałam na łóżku Axla, który obejmował mnie w pasie. Najwidoczniej wczoraj usnęliśmy. Ostrożnie zabrałam jego ręce, podnosząc się nieznacznie. Spojrzałam na zegarek, który stał na pobliskiej szafce. Jego wskazówki wyznaczały godzinę dziesiątą siedemnaście. Ubrałam swoje buty, po czym po cichu opuściłam pomieszczenie. Axl nadal spał jak kamień. Jedyne, co zrobił, to przekręcił się na drugi bok. Przymknęłam drzwi, swobodnie wypuszczając powietrze.
 
     – Widzę, że coraz lepiej się dogadujecie.

   Wzdrygnęłam się, usłyszawszy jego jeszcze lekko zaspany głos. Przestraszył mnie.
  
     – Hej, Izzy. – Uśmiechnęłam się nieznacznie. – Nie spodziewałam się, że cię spotkam – palnęłam.

   To było dosyć prawdopodobne. Przecież on też tutaj mieszkał i to znacznie dłużej niż ja.

   Zaśmiał się, lustrując mnie wzrokiem. Wyglądało na to, iż miał dobry humor. Czułam, jak nieznacznie się rumienię. Niepotrzebnie, w końcu nie byłam naga ani nic z tych rzeczy.

     – Przepraszam – mruknęłam, śmiejąc się z własnej głupoty. – Jest jeszcze za wcześnie na myślenie.
  
     – Spoko. To co, może wypijemy jakąś kawę i wszystko mi opowiesz? – zaproponował.

   Poczułam się odrobinę nieswojo. Nie chciałam mu mówić o mojej relacji z Axlem. W sumie, to tak trochę nie było o czym. Żadnych pikantnych szczegółów czy poważniejszych zobowiązań.
 
      – Chętnie napiję się kawy, ale o niczym nie będę opowiadać – uprzedziłam go.

     – Spoko – przytaknął jakby od niechcenia.

   Wymienialiśmy spojrzenia jeszcze przez chwilę. Milczeliśmy, żadne z nas nawet nie wyrażało chęci powiedzenia czegokolwiek. Jakoś żadne słowa nie przychodziły mi do głowy. Westchnęłam, odczuwając niewielkie zmieszanie. Spuściłam głowę, po czym minęłam go, kierując się na dół. Nie odwracałam się, jednak słyszałam, jak podąża za mną. Jego kroki współgrały z moim lekko przyśpieszonym biciem serca. Weszłam do kuchni, od razu nastawiając wodę na kawę. Usiadłam na krześle, z największą dokładnością przyglądając się, jak mój towarzysz kończy zaczętą przeze mnie czynność. Nasypał do kubków aromatyczny proszek, po czym zalał go wrzącą wodą.
  
     – Proszę. – Podał mi mój napój, po czym zajął miejsce obok.
  
     – Dzięki – mruknęłam, zaciskając palce na gorącym, brunatnym kubku.

   Dmuchałam napar, czując na sobie jego wzrok. Nie odzywał się, jakby domyślił się, że potrzebuję ciszy. Upiłam niewielki łyk, nieznacznie oparzając język. Skrzywiłam się, co nie uszło jego uwadze.

     – Chcesz wody? – spytał z troską.

   Pokręciłam głową, subtelnie się uśmiechając.

     – Nie trzeba – odmówiłam. – To nic takiego. Zaraz przejdzie.

   Przyzwyczaiłam się do tego nieprzyjemnego uczucia drętwienia. Wielokrotnie go doznawałam, co w pewnym stopniu pozwoliło mi się uodpornić.

   Pokiwał głową, zakładając nogę za nogę. Zlustrowałam go wzrokiem od góry do dołu. Wyglądał, jakby planował zaraz wyjść na miasto. Miał na sobie czyste ubrania, nie to, co ja.

     – Jezu, jaki jestem głodny – jęknął Slash.

   Spojrzeliśmy po sobie, śmiejąc się. Dopiero po chwili Mulat zaszczycił nas swoją obecnością. Przyszedł z Leną, którą czule obejmował ramieniem. Całował niemal każdy kawałek jej głowy, czoła, policzka. Ona natomiast z uśmiechem na twarzy wtulała się w jego nagi tors. Co, jak co, ale koszulkę mógł założyć. Pomimo to wyglądali na uroczą parę.
     – Cześć – przywitała się dziewczyna. Jej lekko przepity głos wypełniony był optymizmem. – Macie ochotę na jajecznicę?
 
     – Jasne – odparł Stradlin.

   Uśmiechnęła się szerzej, o ile w ogóle było to możliwe. Uwolniła się z objęć swojego ukochanego, po czym zajęła się przygotowywaniem śniadania. Hudson tylko machnął ręką, siadając przy stole. Dziewczyna została całkowicie pochłonięta przez ową czynność. Wyglądała jak te wszystkie kucharki, które prowadzą programy o gotowaniu. Robiła to z pasją, której dotychczas nie spotkałam. Sama od czasu do czasu coś pichciłam, aczkolwiek bardziej wykonywałam to z konieczności niż przyjemności.
  
   Nie byłam do końca przekonana, czy Lena potrafi ugotować coś innego niż wodę na herbatę. Zanim skosztowałam jej potrawy, spojrzałam wymownie po chłopakach. Zajadali się, niemal powstrzymując się od mlaskania. Ale oni raczej jedli wszystko, co im się podało. Przełknęłam ślinę, niepewnie wkładając do ust pierwszy kęs. Przeżułam go powoli, niemal natychmiastowo zmieniając zdanie. Niby to była zwykła jajecznica, ale smakowała wybornie. Zaczęłam zajadać się nią prawie tak samo jak chłopcy. Możliwe, że spowodowane to było moją dotychczasową dietą. Od dłuższego czasu nie miałam w ustach niczego odżywczego, konkretnego. Żywiłam się jedzeniem z puszki, bo tylko na takie było mnie stać.

   Wszyscy się gdzieś zmyli, zostawiając mnie samą ze stertą brudnych naczyń. Przewróciłam oczami z niezadowoleniem. Nie przepadałam za myciem talerzy, sztućców i tym podobnych. Obrzydzały mnie resztki jedzenia, które się na nich znajdowały. Ubrałam za duże lateksowe rękawiczki, zabierając się do pracy. Jeśli nie ja, to nikt inny tego nie zrobi.
  
     – Hej, misiaczku – wyszeptał przyjemnie niskim, jeszcze odrobinę zaspanym głosem Axl. Objął mnie w pasie, po czym złożył kilka pocałunków na mojej szyi.

   Uśmiechnęłam się, nieznacznie pomrukując. Lubiłam gdy to robił. Dawał mi przyjemne uczucie rozkoszy.

     – Jak się spało mojej księżniczce? – zapytał, przesuwając palcem wzdłuż mojego kręgosłupa, wywołując u mnie przyjemne ciarki.

     – Bardzo dobrze, a tobie?
     – Też – mruknął przeciągle.

   Jego ręka wędrowała niemal po całym moim ciele. Oddychałam coraz bardziej niestabilnie. Przymknęłam oczy, kurczowo zaciskając palce na brzegach zlewu. Musiałam się czegoś podtrzymać, żeby zachować równowagę. Nie panowałam nad sobą. Nie tyle, że nie chciałam. Po prostu nie potrafiłam.

   Włożył rozgrzaną dłoń pod moją koszulkę, układając ją na brzuchu. Masował go przyjemnie, kierując się coraz wyżej. Moja podświadomość nakazywała mu przestać, aczkolwiek nie potrafiłam tego powiedzieć. Czułam się sparaliżowana, nie mogłam nic zrobić.