– Masz dla
mnie tę książkę?
Ledwo weszłam do Hell House, a
już ktoś coś ode mnie chciał. I to akurat była ta osoba, z którą najbardziej
nie miałam ochoty rozmawiać.
Hope miała jakąś awarię w bloku i
w jej mieszkaniu zabrakło prądu. Carter praktycznie cały czas była na linii.
Bez sprawnego telefonu nie potrafiła pracować, a miała sporo spraw na głowie.
Załatwiała koncerty, rozmawiała z ludźmi z wytwórni. W końcu chłopcy niedawno
podpisali kontrakt. Zadomowiła się u nich, bo mieli działający telefon i, o
dziwo, spory zapas całkiem niezłej kawy.
Ostatnio nasze stosunki
nieznacznie się poprawiły. Nadal nie były dobre. Uczepiła się mnie, a ja nie
chciałam być jej dłużna. Jednak coś w niej pękło i popatrzyła na to wszystko zgoła
inaczej. Zaczęłam pracować w księgarni, planowałam skończyć studia. Widziała,
że już dorastałam i jednocześnie zmieniałam swoje podejście. Nadal uważała i
pochodziła do tego sceptycznie, z lekkim dystansem. Aczkolwiek zdarzało się, że
rozmawiałyśmy jak normalne osoby. Dzisiaj nawet poprosiła mnie o kupienie jej
jakiejś książki o prowadzeniu własnej firmy czy coś w tym rodzaju.
– Jasne –
westchnęłam, poszukując owej rzeczy w torebce.
Nawet nie zdejmując ramoneski,
podeszłam bliżej, uważając na puszki po piwie, które walały się po podłodze.
Wcześniej zajmowały cały stolik do kawy, jednak Hope zrobiła z nimi swego
rodzaju porządek. Zamiast nich na blacie rozwalała się masa papierów, kolorowe
teczki i kilka grubych książek z pożółkłymi stronami, które świadczyły o
stopniu użytkowania.
Dziewczyna raptownie wzięła
książkę, od razu zabierając się za jej kartkowanie. Czytała pojedyncze
fragmenty, aczkolwiek bardziej skupiała się na jej formie. Wydawała się być
skupiona, aczkolwiek jej wyraz twarzy na nic nie wskazywał.
– Dzięki
wielkie – rzuciła, posyłając mi krótkie spojrzenie. Uśmiechnęła się na moment.
Pierwszy raz wykonała ten gest wobec mnie.
– Nie ma za co
– odparłam niepewnie, co zabrzmiało bardziej jak pytanie.
Rozejrzałam się dookoła. Panował
tutaj cholerny syf. Gorzej chyba było tylko na wysypisku śmieci. Oprócz pustych
puszek i petów po pomieszczeniu walały się stosy Playboyów i jakichś ubrań. Na
podłodze ktoś wylał alkohol a w powietrzu unosił się zapach tytoniu i moczu.
Skrzywiłam się nieznacznie. Dziwiłam się, jak Rosie mogła tutaj wychowywać
dziecko.
– Gdzie
reszta? – spytałam, zakładając ręce na piersi.
Spojrzała na mnie spode łba,
odrywając się na moment od pracy.
– Axl odsypia
wczorajszy wypad do klubu, Izzy pojechał szukać Slasha, Duff poszedł na spacer,
a Steven wyszedł spotkać się z Lily – wyrecytowała na jednym oddechu.
– A Rosie i
Tommy?
Coś mi nie pasowało. Było zbyt
cicho. Za cicho. Ostatnimi czasy w Hell House niemal na okrągło panował hałas i
wrzawa. Jak nie grupa muzyków, która ćwiczyła nowe kawałki to płacz dziecka. Może śpią, pomyślałam.
– Rosie już
tutaj nie mieszka – oznajmiła ze stoickim spokojem. – Wkurzyła się. Nie dziwię
jej się. To nie są warunki dla małego dziecka – zaśmiała się ironicznie.
Miała rację. Poza tym Hooter
tylko pomieszkiwała tu do czasu, aż znajdzie jakąś przytulną kawalerkę w
spokojnej okolicy. Aczkolwiek jeszcze wczoraj mówiła mi, że nadal szuka. Czyżby
nagle znalazła dobrą ofertę?
– Przyznali
jej mieszkanie? – dociekałam.
– Nie –
zaprzeczyła, przekładając jakieś papiery. – Na razie przyjęłam ją do siebie.
Mam duże, dwupokojowe mieszkanie – dodała, posyłając mi długie spojrzenie.
Czułam się, jakby wbiła mi nóż w
plecy. Rosie była moją przyjaciółką, nie jej. Dobrze o tym wiedziała. Zrobiła
to specjalnie. A może faktycznie chciała tylko pomóc? Tego nie wiedziałam.
Jednak czułam się niekomfortowo z tą informacją. Dlaczego Rosie o niczym mi nie
powiedziała?
– Oferowałam
jej, że przygarnę ich do siebie. Przecież mam wolny pokój, mieszkanie jest w
całkiem dobrej okolicy – wymieniałam, co niespodziewanie przerwał jej perlisty
śmiech.
– Daj spokój –
rzuciła złośliwie. – Obie wiemy, że Rosie potrzebuje pomocy, a ja jestem w
stanie jej nią zapewnić. Ty natomiast nie radzisz sobie sama z sobą. Zostałabyś
z Tommym, podczas gdy Rosie byłaby w szkole? Raczej nie. Mogłabyś mu zrobić
krzywdę – podsumowała.






