Drobne krople deszczu spadały z
nieba, niemalże bezdźwięcznie opadając na suche podłoże. To nie była ulewa, a
raczej mżawka. Ogólnie matka natura wybrała sobie najgorszy dzień na zmianę
pogody. Dotychczas świeciło słońce, które dawało przyjemne uczucie ciepła na
policzkach. W następne dni też tak miało być. Tylko dzisiaj wszystko musiało
się popsuć...
Włożyłam ręce do kieszeni, odczuwszy chłód w tej części ciała. Oparłam
się ramieniem o Axla, starając się zachować równowagę. Z wierzchu wydawałam się
być twardym kamieniem, który kompletnie niczym się nie przejmuje. Sprawiałam
wrażenie obojętnej, jakby cała ta sytuacja w ogóle mnie nie obchodziła. Jednak
po odkryciu tych wszystkich warstw zostawała jedynie cienka powłoczka.
Cierpiałam i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Zbyt wiele się wydarzyło, z
czym nie koniecznie mogłam się oswoić.
– Lena była niezwykłą osobą – zaczął swoje
kazanie pastor. Jego głos wydawał się być lekko zachrypiały.
Poczułam, jakby przez moje ciało przeszły dziwne dreszcze. Nie umiałam
mówić o niej w czasie przeszłym. Jeszcze do mnie nie docierało, że to już jest
koniec. Nigdy więcej nie pójdę z nią na zakupy, nie obgadamy chłopaków, nie
poimprezujemy i nie zestarzejemy się z klasą, bo ona już nie żyła.
Jej śmierć była ogromnym ciosem dla nas wszystkich, a w szczególności
dla Slasha. Izolował się. Wychodził nie wiadomo gdzie, a potem wracał dosyć
późno ledwo trzymając się na nogach. Za każdym razem, kiedy patrzyłam na niego,
odczuwałam niewielki ucisk na sercu. Nie zasługiwał na to. W dodatku teraz, na
jej pogrzebie, staliśmy z tyłu, chociaż tak naprawdę byliśmy dla niej jak
najbliższa rodzina. Niestety inaczej myśleli jej rodzice. Nie życzyli sobie
naszej obecności podczas ostatniej drogi ich córki. Z trudem udało się Hope
przekonać ich, żeby zmienili zdanie. Pierwotnie chcieli sprowadzić jej ciało do
Londynu, aby tam je pochować. Jednak ten pomysł jeszcze szybciej upadł.
Musieliśmy powiadomić ich o tej sytuacji. O ile wcześniej można było
przymknąć oko na ukrywanie faktu o krytycznym stanie ich córki, tak teraz nie
wypadało nam zataić wiadomości o jej śmierci. Hope do nich zadzwoniła. Ogólnie
zdecydowaliśmy, żeby to Carter kontaktowała się z państwem Fiodorow. Zazwyczaj
odbierano ją pozytywnie. Była menadżerem, kimś na stanowisku. A nie tak jak my,
grupą ćpunów, na których prawie każdy patrzył z pogardą. Nawet rodzice Leny. Z
początku obwiniali nas o jej śmierć. Twierdzili, że to przez nas ich jedyna
córka zeszła na złą drogę. Później trochę ucichli, aczkolwiek podejrzewałam, iż
do końca życia nam tego nie wybaczą.
– Pogodna, zawsze uśmiechnięta –
kontynuował, wywołując melancholijny nastrój. – Rzadko kiedy mówiła o swoich
problemach – westchnął, spoglądając na panią Fiodorow, która niemal drżała, nie
mogąc powstrzymać płaczu. – Już jako dziecko próbowała radzić sobie ze
wszystkim sama. Była najlepszą uczennicą, wspaniałą córką. Chciała zostać
ekonomistką. Skończyła wymagające studia na jednym z lepszych uniwersytetów w
Anglii. Miała przed sobą całe życie. – Zrobił niewielką pauzę, oddychając
głęboko. Próbował wyrazić to w sposób emocjonalny, jak najbardziej wiarygodny.
– Jednak wybrała niewłaściwą drogę. Jak każdy z nas miała prawo do błędu. I
popełniła go, może nie do końca świadomie. Lena chciała żyć. Pomimo kłopotów
zawsze chodziła uśmiechnięta. Tryskało z niej szczęście. Tylko później ta
świeczka, którą była, powoli zaczęła gasnąć. Pogrążała się w nałogu, jej
problemy narastały. Próbowano jej pomóc, miała wsparcie. Do końca walczono o
nią. Lena przegrała walkę o swoje zdrowie, ale nie o życie. Może teraz patrzy
na nas z góry, radując się z chwały Pana. Pomódlmy się za jej duszę.
Po moim policzku spłynęły gorące łzy. Nawet nie próbowałam ich wycierać.
Tęskniłam za nią i to bardzo. Dopiero teraz w pełni uświadomiłam sobie, że już
nigdy jej nie zobaczę. Axl objął mnie ramieniem, subtelnie muskając wargami
moje czoło. Nie protestowałam. Potrzebowałam czyjeś bliskość, nawet jeśli
pochodziła ona od Rose'a. Nie potrafiłam poradzić sobie z sobą samą.






