Gwałtownie
nabrałam powietrza, czując jak po mojej twarzy spływają krople lodowatej wody. Czułam
się, jakby ktoś przywrócił mnie do życia. Wytrąciłam się z transu, w którym
pozostawałam… zbyt długo.
–
Co jest? – pisnęłam, ocierając policzki i otwierając powieki.
Przywitało
mnie ostre, jarzeniowe światło, które nieprzyjemnie podrażniło moje źrenice.
Dopiero teraz poczułam pulsujący ból w skroniach, jakby coś rozsadzało mi głowę
od środka. W dodatku cholernie piekła mnie ręka.
–
Dlaczego chciałaś to zrobić? – spytał podniesionym głosem Axl, zakręcając kurek
z zimną wodą. Siedziałam w brodziku, opierając potylicę o chłodne kafelki.
Ściągnęłam
brwi, czując jeszcze większy ucisk w czaszce. Nie miałam bladego pojęcia, o
czym mówił. Podniosłam rękę, aby poprawić włosy, które opadły na moje czoło,
kiedy nagle zatrzymałam ją w połowie drogi. Na moim przedramieniu znajdowały
się nieliczne plamy zaschniętej krwi. Co
się stało? Rozchyliłam usta, próbując przyswoić sobie to wszystko.
–
Ale co ja chciałam zrobić? – mruknęłam, spoglądając na niego pytająco.
Prychnął
ironicznie, opierając dłonie na biodrach.
–
Nie udawaj głupiej – odparł szorstko.
Przybrałam
zdezorientowany wyraz twarzy, starając się odtworzyć minione wydarzenia. Byłam
w klubie, spotkałam tego podejrzanego gościa, możliwe, że mnie wykorzystał,
błądziłam po mieście, po dłuższym czasie dotarłam do mieszkania…
–
Nie pamiętam – przyznałam ściszonym głosem. – Wróciłam do domu, szukałam czegoś
w lodówce, a potem pustka – streściłam, skupiając nieobecny wzrok na
przemoczonych skarpetkach. – Naprawdę, uwierz mi – dodałam, posyłając mu
dłuższe spojrzenie.
Wpatrywał
się we mnie przez moment, po czym powoli pokręcił głową. Podszedł bliżej,
kucając tuż przed wejściem pod prysznic.
–
Vicky… – zaczął. Słychać było, iż brakuje mu słów – to wyglądało, jakbyś
próbowała popełnić samobójstwo. Pocięłaś się, na szczęście zbyt płytko. –
Zrobił niewielką pauzę, nerwowo oblizując usta. – Już myślałem, że jest za
późno, ale ty tylko zemdlałaś. To pewnie na widok krwi. – Uśmiechnął się
niewyraźnie, wypowiedziawszy ostatnie zdanie.
Jeszcze
nigdy nie widziałam go w takim stanie. Wyglądał na zmartwionego, jakby uleciała
z niego wszelaka energia.
Oddychałam
coraz bardziej niespokojnie, próbując przyswoić sobie jego słowa. Próbowałam
się zabić?
–
To niemożliwe, niemożliwe – powtarzałam rozpaczliwie, gwałtownie kręcąc głową.
–
Spokojnie – próbował mnie wyciszyć, kładąc dłoń na moim ramieniu. – Na
szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Pokręciłam
powoli głową, nerwowo połykając ślinę.
–
Ja… ja nie wiem, jak to się stało – wydukałam, patrząc na niego z przerażeniem
w oczach. – Niczego nie pamiętam.
A
może to wina tej substancji, której dosypał mi do drinka tamten koleś?
–
Musisz teraz odpocząć – oznajmił spokojnie, przesuwając rękę wzdłuż mojego
ramienia, następnie chwytając moją dłoń. – Dasz radę wstać?
Pokiwałam
twierdząco głową, raptownie podnosząc się. To był zły ruch. Zakręciło mi się w
głowie, efektem czego wylądowałam prosto w ramionach Axla.
–
Przepraszam – mruknęłam, kurczowo zaciskając palce na brzegach jego koszulki.
–
Nic nie szkodzi – zaśmiał się, wydychanym powietrzem przyjemnie drażniąc moje
ucho. – Zaniosę cię – zaoferował, niemal natychmiast podnosząc mnie jak pannę
młodą.
Poczułam
się nieco dziwnie. Pierwszy raz to on chciał, a raczej po części musiał,
zaopiekować się mną. Pomimo tej całej sytuacji zrobiło mi się dziwnie cieplej
na sercu.
Przeniósł
mnie do pokoju, układając moje ciało na łóżku. Wyszedł na moment, aby przynieść
apteczkę. Moje przedramię nadal dawało się we znaki.
W
ciągu tych kilku minut, podczas których byłam sama, bezskutecznie próbowałam
przypomnieć sobie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ciągle jednak widziałam
pustkę. Jakby ktoś wyciął z mojej pamięci dokładnie ten jeden moment.
Do
pomieszczenia wszedł Axl, niosąc ze sobą całe naręcze bandaży. Przemył
dokładnie moje rany, co spowodowało niemiłosierne pieczenie, po czym zakrył je
gazikami i dodatkowo owinął bandażem.
–
Widzę, że nieco się na tym znasz – stwierdziłam, bacznie śledząc jego ruchy.
Uśmiechnął
się subtelnie, wiążąc kokardkę z bandaża.
–
Trochę wprawy się nabrało – przyznał, zbierając przyniesione przez siebie
rzeczy. – Zdarzało się samemu opatrywać.
–
Opowiedz mi coś – poprosiłam, układając się na lewym boku.
–
Później – jęknął, marszcząc przyjaźnie czoło. – Teraz powinnaś zregenerować
siły, przespać się.
Już
otworzyłam usta, żeby mu odpowiedzieć, ale mnie wyprzedził.
–
Nie przyjmuję odmowy.
Przewróciłam
oczami, następnie patrząc, jak opuszcza pomieszczenie. Zanim to zrobił, zgasił
światło, przez co ogarnął mnie jeszcze większy niepokój. Nie bałam się
ciemności, odkąd skończyłam sześć lat, jednak teraz tak jakby ten lęk na moment
do mnie powrócił. Zaśnięcie wydawało się dla mnie abstrakcją. Jak mogłabym w
spokoju odpłynąć w ramiona Morfeusza, podczas gdy jakiś czas temu nieświadomie
targnęłam się na swoje życie? To było takie nierealne. A jednak. Po raz kolejny
analizowałam każdą minutę tej nocy, która na dobrą sprawę jeszcze się nie
skończyła. Ulica po ulicy, krok po kroku. Nawet nie wiedziałam, w którym
momencie moje powieki po prostu opadły, a ja zasnęłam. Zmęczenie i osłabienie
wzięły górę.



