poniedziałek, 13 czerwca 2016
42. Fifty shades of Axl
Uwaga! Pomimo mylnego tytułu w rozdziale nie pojawią się sceny rodem z książki Pięćdziesiąt twarzy Greya. Cóż, nie moje klimaty.
Ze snu wyrwał mnie przerażająco głośny dźwięk dzwonka do drzwi.
Czy on nie mógł zabrać ze sobą kluczy?
Z niechęcią otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Dochodziła ósma. Westchnęłam głośno i wtuliłam głowę w poduszkę. Jedyne, o czym marzyłam, to dodatkowe pięć minut snu. Niestety, mój gość chyba był w gorącej wodzie kąpany, ponieważ nieprzerwanie molestował dzwonek. Z niezadowoleniem na twarzy zwlokłam się z łóżka i powolnym krokiem zwierzałam ku drzwiom.
– Wiesz, która jest godzina? – zapytałam jeszcze zaspanym głosem, przecierając oczy.
– Misiaczku, chyba nie zamierzasz spać do południa, kiedy możesz ten czas spędzić z tak zajebistą osobą, jaką jestem ja – odpowiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
– Chyba masz zbyt duże mniemanie o sobie, panie wcale nie jestem zajebisty Rose – powiedziałam, patrząc na niego z politowaniem.
Chłopak zaśmiał się i oparł dłoń o futrynę. Bacznie mi się przyglądał i widać było, że jest w dobrym humorze.
– Będziemy tu tak rozmawiać, czy może zaprosisz mnie do środka?
– Najchętniej zamknęłabym ci drzwi przed nosem, ale wiem, że to nic nie da – powiedziałam i posłałam mu sztuczny uśmiech.
Axl podszedł bliżej i położył dłonie na moich biodrach. Poczułam się dziwnie niepewnie, natomiast z jego twarzy nie znikał ten cholerny uśmiech.
– Puść mnie – wysyczałam.
– Oj kotku... – próbował zacząć, ale mu przerwałam.
– Puszczaj – odparłam nieco ostrzej.
– Jak chcesz – wyszeptał do mojego ucha.
Momentalnie odsunął się ode mnie z wyciągniętymi rękami i udał się w stronę kuchni. Westchnęłam i zamknęłam szczelnie drzwi. To był dopiero początek, a już miałam go dosyć. Policzyłam w myślach do dziesięciu, próbując zachować zimną krew. Tego dnia nie zamierzałam pozwolić mu na to, aby wytrącił mnie z równowagi. Poprawiłam włosy i poszłam dołączyć do mojego towarzysza. Wolałam nie zostawiać go samego. Już jeden omal mi wczoraj nie rozwalił kuchni.
piątek, 3 czerwca 2016
41. The revenge will (not) be sweet
– A co powiesz na Fitzcarraldo? –zapytał Duff, oglądając kasetę z filmem.
– Czemu nie – wzruszyłam ramionami.
Chłopak wstał z kanapy i podszedł do magnetowidu, aby włączyć film. Swoją drogą tego wieczoru sporo oglądaliśmy. Kino akcji, komedie romantyczne, a nawet coś detektywistycznego. Jednak teraz byłam już trochę zmęczona i tak naprawdę wybór był mi obojętny. Położyłam się na miękkiej poduszce i przykryłam kocem. Od razu przyjemniej.
– Tylko nie idź spać w połowie filmu, bo nie zamierzam ci go streszczać – roześmiał się, jednocześnie siadając obok mnie.
Uśmiechnęłam się tylko pod nosem. Dobrze wiedziałam, że najprawdopodobniej tak się stanie.
– Duff?
– Tak? – odparł, nie odrywając wzroku od telewizora.
– Dzięki za dziś – mruknęłam, jednocześnie powstrzymując ziewanie.
– Nie ma za co. Czasami przyda mi się zwykły dzień, bez odurzania się od samego rana.
– A często taki się zdarza? – zapytałam z ciekawości, chociaż znając ich to było bardzo wątpliwe.
– Nie – zaśmiał się. – Chyba nie potrafimy inaczej funkcjonować.
Przewróciłam oczami. Typowe gwiazdy rocka. Tylko, że do nich brakowało im jeszcze międzynarodowej sławy i w ciul kasy.
– Stanowczo – odparłam.
Zakończyliśmy naszą krótką i jakże ambitną konwersację, ponieważ z ekranu zniknęły napisy i zaczął się film. Starałam się skupić całą swoją uwagę na nim i przestać myśleć o przeszłości, co dotychczas mi się udawało. Niestety czułam, że moje powieki robią się coraz cięższe. Na dobrą sprawę nie minęło dziesięć minut, a ja już smacznie spałam. Ostatnio coraz częściej i bardziej odczuwałam zmęczenie.
piątek, 27 maja 2016
40. You can always count on your friends
Siedziałam na ławce i próbowałam się ogarnąć. Niestety matka natura nie chciała mi w tym pomóc i pozwoliła, żeby krople deszczu powoli spływały po moim ciele. Wyglądałam okropnie i w dodatku było mi cholernie zimno. Chaotyczne fale zamieniły się w mokre, proste kosmyki. Natomiast makijaż rozpuścił się pod wpływem wilgoci i pozostawił tylko kolorowe smugi na moich policzkach. Zastanawiałam się, co teraz zrobić. Nie zamierzałam wrócić do klubu w tym stanie, ale z drugiej strony, nie miałam przy sobie drobnych na bilet. Fakt, faktem zarobiłam pięćdziesiąt dolarów, które mogłabym spokojnie rozmienić, tylko był jeden problem. Pod wpływem deszczu banknot rozmókł i teraz raczej przypominał coś dziwnego, aniżeli pieniądze.
Ukryłam twarz na dłoniach i czekałam na zbawienie. Najwidoczniej jedyne, co mi pozostało to nocowanie na ławce. No cóż.
Nagle usłyszałam jakiś śmiech, który dochodził z drugiej części parku. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam pijanego faceta, który zataczając się podążał w moją stronę. Poczułam niepokój i przerażenie. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie było. Przełknęłam głośno ślinę. Może nie zwróci na mnie uwagi. Przejechałam dłońmi po chłodnych ramionach. Deszcz powoli ustępował miejsca mżawce
sobota, 21 maja 2016
39. Time to changes
– Jesteś pewna, że tego chcesz?
Rosie od pewnego czasu upewniała się, czy na pewno wiem, co robię. Przewróciłam oczami i włączyłam kierunkowskaz, ponieważ miałyśmy skręcać.
– To są tylko włosy – westchnęłam. – Poza tym, mówiłam ci już, że po prostu przegrałam z Axlem.
– A nie mogłaś nie grać z nim w tę idiotyczną grę? – zapytała, gestykulując rękami.
Gdyby to było takie proste... Dojeżdżałyśmy do salonu fryzjerskiego, który znajdował się niedaleko centrum handlowego. Pomyślałam, że później możemy z blondynką skończyć na małe zakupy. Nie widziałyśmy się od dawna, więc był to idealny czas na nadrobienie zaległości.
– Raz się żyje – wzruszyłam ramionami, rozglądając się za jakimś miejscem parkingowym. – A może to będzie zmiana na lepsze?
Uśmiechnęłam się do niej, chociaż sama wątpiłam w swoje słowa. W co ja się wpakowałam? Dziewczyna tylko popatrzyła na mnie z politowaniem i nie odezwała się ani słowem. Zajęłam wolne miejsce i wyłączyłam silnik, po czym wysiadłam z pojazdu.
niedziela, 8 maja 2016
38. Rules are easy
Obudziłam się z cholernym bólem głowy. Nie no, znowu... W ogóle, kto włączył to światło? Mruknęłam pod nosem i przekręciłam się na drugi bok, wtulając głowę w poduszkę. Nie dane mi było jednak długo spać, ponieważ do moich uszu dochodziły jakieś hałasy. Chwila, gdzie ja jestem?
Ostrożnie podniosłam się i usiadłam na łóżku. Przetarłam oczy i delikatnie podniosłam powieki, co chwilę nimi mrugając, aby przyzwyczaić się do panującej jasności. Już chciałam zrzucić z siebie kołdrę i wstać, kiedy nagle zauważyłam pewien niepokojący fakt. Byłam kompletnie naga w jakimś łóżku, Bóg wie gdzie. Chociaż w sumie. Te ściany wydawały się być znajome. No tak, tylko oni mają wszechobecną biel w domu.
– Jak się spało, kotku? – zapytał Duff, wchodząc do pokoju i jednocześnie ubierając koszulkę.
– Ty pieprzony egoisto! – wykrzyczałam, zaciskając w dłoniach rąbek kołdry. – Wykorzystałeś mnie!
Blondyn zaśmiał się i usiadł na skraju łóżka. Spojrzał na mnie mnie z uśmieszkiem cwaniaka. Widać było, że swoim zachowaniem dałam mu satysfakcję. Ale jakim cudem znalazłam się w jego sypialni?!
środa, 4 maja 2016
37. We have to talk
Lena siedziała skulona na zimnym podłożu i próbowała dojść do siebie, w czym przeszkadzał jej płacz. Była cała roztrzęsiona i ledwo udało jej się cokolwiek powiedzieć. Nie mogłam bezczynnie na to patrzeć. Musiałam się tym zająć i zabrać ją do siebie. Tylko, że to nie było takie proste. Nie chciałam zostawić dziewczyny samej, ale z drugiej strony, jeśli nie pojawię się w pracy, to może się dla mnie źle skończyć. Nagle wpadłam na jedyne sensowne rozwiązanie tej sytuacji. Tylko dlaczego musiałam aż tak się zniżyć i poprosić go o pomoc? Chyba nie było innego wyjścia.
– Zaczekaj tutaj – poprosiłam moją przyjaciółkę i gwałtownie się podniosłam. – Zaraz sprowadzę pomoc.
Bez chwili zastanowienia, żwawym krokiem udałam się z powrotem do klubu. Po raz kolejny ogarnęła mnie ciemność, a do moich uszu docierały głośne dźwięki przesterowanych gitar. Rozejrzałam się dookoła, aby go znaleźć. W końcu go zauważyłam. Siedział przy barze z tą swoją blondi i bezczelnie patrzył się na jej biust, podczas gdy ona mu o czymś opowiadała. Widać, że zależy mu tylko na jednym. Przewróciłam oczami i podeszłam bliżej nich, ale oni wcale nie zwrócili na mnie uwagi. Byli zbyt zajęci sobą. To było takie słodkie, że aż nie.
sobota, 30 kwietnia 2016
36. What's wrong with you
Obudziłam się rano z ogromnym bólem głowy. Niewiele pamiętałam z poprzedniego wieczoru, oprócz faktu, że poszłam na koncert Gunsów. Świetnie, po raz kolejny przesadziłam z alkoholem. Odsunęłam kołdrę na bok i gwałtownie usiadłam na łóżku. To był błąd. Jak ja się w ogóle znalazłam w swoim pokoju? Przetarłam oczy i tym razem bardziej ostrożnie wstałam z łóżka. Trochę kręciło mi się głowie, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Zarzuciłam na siebie przyjemny, czerwony szlafrok i udałam się do kuchni. W końcu pasowałoby zjeść jakieś śniadanie.
Kompletnie nieprzytomna, z towarzyszącym mi kacem, przemierzałam salon. Palcami wskazującymi masowałam skronie, aby choć troszkę uśmierzyć ból. Zauważyłam, że przy stole siedział Chris i popijał kawę, w międzyczasie czytając jakąś gazetę.
– Hej – przywitałam się jeszcze zaspanym głosem i nalałam sobie czarnego naparu do kubka.
– Cześć – mruknął pod nosem, nawet nie zwracając na mnie uwagi.
Oprałam się biodrami o blat i delektowałam się napojem, jednocześnie obserwując chłopaka. Umiejętnie mnie ignorował i nadal zajmował się swoimi rzeczami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






